Seminarium “Inwestycje proekologiczne – pułapki i szanse”
2010-01-29 11:20:59
Dofinansowanie inwestycji ze środków Unii Europejskiej dało impuls do realizacji w Polsce wielu nowoczesnych projektów proekologicznych. Jednak wielu potencjalnych beneficjentów – zarówno po stronie samorządów jak i przedsiębiorców – odstraszają skomplikowane i długotrwałe procedury związane z przyznawaniem unijnych środków. Zbyt często też o wyborze wykonawcy inwestycji decyduje cena, a nie dobór technologii, co sprawia, że „zielone” inwestycje w wielu przypadkach pozbawione są efektu ekologicznego. Do takich m.in. wniosków doszli uczestnicy seminarium „Inwestycje proekologiczne – Pułapki i szanse”, które odbyło się 27 stycznia w Warszawie.
W dobie, kiedy tematyka ekologiczna (szczyty klimatyczne, globalne ocieplenie) nie schodzi z pierwszych stron gazet i serwisów informacyjnych, organizatorzy spotkania: Fundacja Rozwoju i Innowacyjności oraz firma PP-EKO, postanowili w gronie fachowców porozmawiać o blaskach i cieniach „realnej” ekologii, czyli zielonych inwestycji w Polsce.
- Z pewnością dotacje unijne dały impuls do realizacji wielu znaczących inwestycji proekologicznych – mówił Przemysław Jura, prezes Fundacji Rozwoju i Innowacyjności, a zarazem akredytowany konsultant Funduszy Europejskich. – Istotna jest również zmiana jakościowa prowadzonych inwestycji, ponieważ ze względu na wymogu unijne muszą być one prowadzone w sposób zdyscyplinowany, czyli według harmonogramów i z dochowaniem terminów. Podkreślił przy tym, że inwestycje zrealizowane z udziałem funduszy unijnych muszą przez pierwszych 3-5 lat funkcjonować prawidłowo, również pod względem technologicznym.
Krzysztof Masiuk, członek Rady Nadzorczej Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, zwrócił uwagę na problem skomplikowanych procedur, jakie obowiązują przy ubieganiu się wsparcie finansowe z funduszy unijnych. – To skutkuje tym, że skutecznie o środki te aplikują bardzo duże firmy, albo dobre samorządy. Tak pogłębia się podział na Polskę A, B, C, a nawet D – uważa Krzysztof Masiuk. Jednak, jego zdaniem, nie brakuje pozytywnych przykładów korzystania z proekologicznych funduszy UE. Zaliczył do nich np. powstawanie biogazowni na terenach rolniczych. – Pozwalają one na zagospodarowanie odpadów zielonych, wzrost zatrudnienia na terenach wiejskich oraz rozproszenie źródeł pozyskiwania energii – argumentował. Jako wzorcowy przykład aktywności proekologicznej samorządów podał żywiecki Związek Międzygminny ds. Ekologii. Projekt realizowany wspólnie przez 11 tamtejszych gmin zakłada m.in. modernizację i rozbudowę kilku oczyszczalni oraz budowę sieci: kanalizacji i wodociągową.
- Aby zrealizować zobowiązania wynikające z Traktatu o przystąpieniu Polski do UE oraz wymagania płynące z dyrektyw unijnych, nasze wydatki na ochronę środowiska do 2015 roku powinny wynosić około 170 mld złotych – ocenił Janusz Mikuła, były wiceminister rozwoju regionalnego, wykładowca Politechniki Krakowskiej. Jego zdaniem możemy mieć spore kłopoty z wypełnieniem tych zobowiązań, bo po zsumowaniu wszystkich możliwych do zagospodarowania środków – zarówno unijnych, jak i krajowych – wciąż brakuje co najmniej 65 mld złotych. Mikuła uważa, że największym problemem w sprawnym wykorzystywaniu unijnych dotacji stanowią obowiązujące procedury. - My w Polsce wszystko chcemy regulować. To nieprawda, że Unia nam narzuciła ten prawny koszmar, sami żeśmy to uczynili – przekonywał. W jego opinii, przy tak wysokich niezbędnych nakładach na ochronę środowiska do 2015 roku, kluczowe staje się możliwie najbardziej efektywne wydatkowanie dostępnych już środków, przy jednoczesnym uproszczeniu obowiązujących procedur prawnych.
Paweł Pietraszek, dyrektor ds. technologii w PP-EKO Sp. z o.o. przybliżył rozwiązania stosowane w inwestycjach proekologicznych na przykładzie sektora oczyszczalni ścieków. – W Polsce są już firmy mogące wdrażać nowoczesne technologie, które dają bardzo wysoki efekt oczyszczania ścieków przy użyciu małej powierzchni i z optymalizacją zużycia energii – uważa Paweł Pietraszek. Problem jego zdaniem leży w tym, że inwestorzy biorą głównie pod uwagę koszt inwestycji i wybierają „bezpieczne” rozwiązania, nie myśląc o kosztach eksploatacyjnych, efekcie ekologicznym i utrzymaniu obiektu w dłuższej perspektywie. Przedstawiciel PP-EKO uważa, że w stosowaniu nowoczesnych rozwiązań z zakresu oczyszczalni przodują w Polsce duże przedsiębiorstwa. I podał dwa konkretne przykłady. Firma Sokpol zdecydowała się na budowę oczyszczalni tlenowej nowej generacji, której kubatury są trzykrotnie mniejsze od klasycznych technologii, a parametry ścieków oczyszczonych znacznie lepsze wymagane przez prawo. – Kiedy ją zbudowaliśmy, zaczęły się zjeżdżać do zakładu wycieczki przedstawicieli innych firm i samorządów, żeby zobaczyć co to za cudo – żartował Pietraszek. Innym przykładem zrealizowanej inwestycji jest oczyszczalnia wybudowana w systemie „zero zrzutów”, a zamówiona przez WSK PZL Świdnik. – To rozwiązanie z najwyższej półki, bogate kraje arabskie używają go do odzyskiwania wody pitnej ze ścieków, a w przemyśle stosują to rozwiązanie głównie firmy high-tech. Jako produkt z oczyszczania powstaje woda odmineralizowana wysokiej jakości wykorzystywana powtórnie w produkcji – tłumaczył Paweł Pietraszek. Jego zdaniem również polskie samorządy coraz częściej decydują się na stosowanie nowoczesnych technologii oczyszczania ścieków – szczególnie te nadmorskie i leżące na obszarach przylegających do dużych terenów ekologicznych, takich jak Natura 2000. – Zaczyna kiełkować świadomość, że nowe technologie, może nie są najtańsze, ale zwracają się już po kilku latach ze względu na ich atuty: potrafią zużywać 5 razy mniej energii, a przy tym na przykład produkować biogaz, co o połowę zmniejsza koszty eksploatacji takiego obiektu – mówił Pietraszek.